Durszlak.pl Lista Blogów Kulinarnych
Blog > Komentarze do wpisu

Patologia ciąży- czy można po ludzku?

Już parę lat minęło od mojego porodu, ale pobyt w szpitalu i cała sytuacja okołoporodowa skutecznie zniechęciła mnie do decyzji o kolejnym dziecku. Może przez ostatnie lata coś się zmieniło. Rodziłam w dużym szpitalu wojewódzkim. Przed porodem trafiłam na patologię ciąży. Sala była duszna i wiecznie tłoczna, budzono nas z rana o 5.00 każdego dnia wmawiając, że wsadzanie spoconego i śmierdzącego termometru pod pachę 2 x dziennie to sens życia ciężarnej. Zaraz potem obowiązkowe ktg i badanie ginekologiczne -każde pełne stresu. Stałyśmy w rządku na korytarzu i czekałyśmy aż padnie nasze nazwisko. Sala badań była jednocześnie miejscem schadzek studentów jak i miejscem gdzie przeprowadzano ktg i ordynator omawiał ciężkie przypadki. Tłoczno, głośno, każdy mógł w każdej chwili wejść i wyjść-bez pytania i bez pukania. Kiedy leżało się na "samolocie"  przez wielgachne, niezasłonięte niczym okna widać było budynki wieżowców. Często zastanawiałam się ilu kretynów z tych bloków z lunetą ma każdego dnia uciechę.  Kiedy raz odmówiłam badania, bo sparaliżował mnie najzwyklejszy strach wywalono mnie ze szpitala-nikt na ten temat ze mną nie rozmawiał. Potem, kiedy przyjęto mnie drugi raz już siedziałam cicho nawet jak sześciu studentów gapiło się na mnie podczas badania obnażając tym samym poczucie mojej godności i wartości. O zgodę nikt nie pytał, a bałam sie odezwać. Jedzenie w szpitalu było jednym słowem tragiczne, a na pewno nie wybierał go dietetyk dbający o zdrowie każdej zabrzuszkowanej. Non stop to samo: jakieś dziwnie pachnąca mikstury, papki, "pasztety", śmierdzące sosy. Dobrze, że reguralnie byłam dokarmiana przez męża, ale były też takie osoby do których mąż przyjeżdżał raz na tydzień i one musiały to jeść. Nie zwracano uwagi na to, że ktoś ma nadciśnienie, cukrzycę lub inne schorzenie. Notorycznie też dyskryminowano osoby, które np. były samotne lub nastolatki w ciąży- w ich stronę leciały obraźliwe teksty-czasem bardzo chamskie. Ale to było jeszcze nic jeśli chodzi o pacjentki: na jednej sali leżały te, którę już prawie "rodzą", te, które ciąże "podtrzymują" i te, które właśnie tą ciąże straciły. Pochrzaniony klimat, no, ale kto dba o uczucia. Obchody lekarskie były traumą i stresem, obnażanie przy innych, podnoszenie koszuli i ściskanie brzucha. I to nieustanne pytanie dnia przy wszystkich "stolec był?". Nie daj Boże nie był-od razu bez pytania taką wysyłano na lewatywę....Przed sanym porodem piguła mnie wygoliła zapewniając, że jestem pierwsza do tej maszynki, dostałam w łapę koszulę: zaplamioną, zakrwawioną i krótką, ale oczywiście takie są przepisy, że nie można rodzić w swojej. I oczywiście obowiąkowa lewatywa-nie mogłam odmówić!  I potem w tej paskudnej, kusej koszulinie musiałam przeparadować na porodówkę. Tam wszystko działo się dość szybko, ale zbędnej miłości i zrozumienia mi nie okazywano. Przyszła- no to rodzi. Czy od tamtej pory coś się zmieniło? Czy możemy w szpitalu liczyć na dobroduszność, zrozumienie i jakże niezwykle ważną intymność. Może słowo patologia ciąy nalezy traktować nader dosłownie?

 

czwartek, 04 kwietnia 2013, madzik120

Polecane wpisy

  • W zawieszeniu

    Dzisiaj na długim majowym spacerze zrozumiałam, że to moje pisanie o wszystkim i o niczym jest bez sensu. Tyle myśli w mojej głowie, a i tak nie napiszę o wszys

  • Jak to się stało???

    W sumie to ja zupełnie to nie wiem jak to się stało. Moje dziecko czyta, no czyta po prostu weźmie coś i czyta. Ma 4,5 roku...wczoraj przeglądałam kuchnię włosk

  • Opatrzność

    Stałam wcoraj w kuchni i coś robiłam. Nagle obok siebie jakieś 10 cm obok usłyszałam ogormny huk i dźwięk zbitego szkła. Urwał się w kuchni żyrandol i roztrzask

Komentarze
2013/04/04 20:07:54
Niewiem czy się zmieniło, chyba nie ....ja na patologii ciazy wylądowałam w pierwszej ciązy 5 lat temu na przełomie 14 i 15 tygodnia ciązy z bardzo silnym krwawieniem .... nikt nic nie chciał mi powiedzieć ...pięlęgniarki karmiły opowieściami, ze będzie super, że jest dobrze po czym po 3 dniach(tak po 3)zaprowadzono mnie na USg, na którym usłyszałam "no na szczęście płód jest żywy". "Jak na szczęśxcie" - pytam?. "No przecież to USG jest po to, zeby stwierdzić, czy półd jest żywy czy ,artwy" ...przez 3 dni mamiono bajeczkami ...a gdyby płód nie był żywy? Co wówczas ...po prostu by mnie wyskrobali i spadaj do domu ... przecież to się można załamać psychicznie.
Co do jedzenia to zastanawiam się dlaczego tak jest, ze ludzie w szpitalu dostają dużo gorsze jedzenie niż więźniowie ... przecież to najczęściej chorzy ludzie lub przysze mamy .... no cóż brak słów .... miejmy nadzieję, zezacznie być lepiej w tych naszych szpitalach
-
multilady
2013/04/05 12:20:24
Niewiele się zmieniło. W listopadzie przyszedł na świat mój wnuczek, synek Bartka, o którym Wam opowiadałam. Przy tej okazji byłam w szpitalu wojewódzkim. Sala chorych nie była przepełniona, tylko trzy mamy, za to personel skandaliczny. Położne z noworotkami obchodziły się jak z kawałkiem drewna. Słów miła, sympatyczna nie znały. Koszmar.

A ja mam porównanie. Moje trojaczki rodziłam w berlińskiej klinice Charite. Hotel dziesięciogwiazdkowy!!! Każdy, kto tylko ma możliwość porodów, a w znaczeniu ogólnym pobytu w szpitalu za granicą, niech się postara i to zrobi.
-
Gość: mavika, *.ms.lnet.pl
2013/04/05 14:01:09
Po przeczytaniu opisu mogę stwierdzić, że zmieniło się niewiele. Jestem teraz w 34 tygodniu ciąży. Jeden pobyt mam już za sobą i gdyby nie to, że wypisałam się na własne życzenie zakończyłby sie on dopiero po 2 miesiącach, po porodzie. Niestety niedługo będę musiała tam wrócić na kilka tygodni, bo sprzęt, neonatologia i lekarze są ponoć jednymi z najlepszych, ale warunki nadal pozostawiają wiele do życzenia. Sale jak piszesz duszne, 2 kaloryfery na jedną 3 osobową ciasnę salkę, krew z nosa wali się każdemu strumieniami. Ktg na sali w korytarzu "załonięte" kotarą przez którą każdy kto znajdzie się na oddziale widzi leżące wygięte w niewygodnej pozycji "na boczku" ciężarne podłączone do tego ustrojstwa, na twardej leżance, często po 40 minut żeby pan doktor nie kazał czasem powtarzać zapisu bo nie będzie czasu na herbatkę. Posiłki - szkoda słów. Podobno bilans jest obliczony dla osoby leżącej ale chyba nie ciężarnej. Mimo że przedtem dbałam o dietę i nie przytyłam za dużo, przez 8 dni schudłam 2 kg bo nie chciałam obciążać męża gotowaniem mi wałówek. Jedyne co na plus to termometry - teraz są elektroniczne. Ale tzw słuchanie brzuszka odbywa się na całym oddziale jednym urządzeniem. Pomieszanie oczekujących na poród, tych z problemami i tych, które właśnie straciły swoje dziecko to też dla mnie poroniony pomysł. O badania trzeba się dopominać, a nawet jeśli ma się je obiecane to można czekać wegetując nawet kilka dni, bo przecież są kolejki ludzi z zewnątrz. No oczywiście, pacjentka szpitalna ma czas. Pobudki w środku nocy, przed 6 rano (bo to JUŻ 6!), przymus pogodzenia się z tym z kim się przebywa w sali i przedmiotowe traktowanie. Wszystko norma. Mnie to również skutecznie odstrasza od choćby pomysleniu o olejnym dziecku.
-
multilady
2013/04/05 21:47:40
Jeju, jak to czytam, ciarki przebiegają mi po plecach. Katastrofa :-/